sobota, 14 grudnia 2013

Roz.6

 Dobiegłam do jakiegoś parku. Pokręciłam się trochę po nim i usiadłam na najbliższej ławce. Rozglądałam się wkoło, ale za chuja nie wiem gdzie jestem... Dodatkowo zaczęło się ściemniać, wyjęłam z kieszeni telefon i popatrzyłam na zegarek na nim, który wskazywał 21.59... Super, ściemnia się, zaraz będzie ciemno jak w dupie, zbliżają się godziny w  których lepiej samemu nie chodzić po Londynie... Zajebiście. Do chłopaków zadzwonić nie mogę, bo jakieś półtorej godziny temu od nich zwiałam i odrzucałam wszelkie połączenia od każdego. Dobra Viv, trzeba wziąć się w garść i chociaż spróbować wrócić do domu, bo nie mam zamiaru zostać tu na noc.
Ruszyłam wolnym krokiem drogą, która mniej więcej pamiętałam.
Idę już godzinę i dalej nie wiem gdzie jestem i mi się to nie za bardzo podoba... Popatrzyłam na tabliczkę, na której znajdowała się nazwa ulicy na której się znajduję. Yghhh! Tak jak myślałam nic mi to nie pomogło. Trzeba schować dumę do kieszeni i zadzwonić po któregoś z chłopaków bo nie dam sama rady.
Wyjmuję szybko telefon, który pokazuje 10% baterii, trzeba szybko wytłumaczyć im gdzie jestem. Wybrałam numer Zayna.
-Viv! Kobieto co się z Tobą dzieje?!-krzyknął mulat do słuchawki.
-Przepraszam później Wam to wytłumaczę, a teraz szybko bo mam mało baterii. Możesz Ty, albo któryś z Was po mnie przyjechać? Jestem na ulicy Wor...- i właśnie w tym momencie mój telefon stwierdził, że kończy swoją pracę i się wyłączył. Wkurzona stałam w tym samym miejscu co przedtem i patrzyłam na telefon. W tym momencie modliłam się, żeby Zayn i reszta wykminili gdzie się znajduję. Obok mnie znajdował się jakiś mur pod który podeszłam i usiadłam na ziemi opierając się o niego. Po chwili usłyszałam jakieś niezbyt ciekawe głosy. Szybko podniosłam się na nogi i szukałam jakiejś drogi, którą bym mogła zwiać, ale nigdzie takiej drogi nie było... Zza rogu wyszło 3 dresów, którzy byli zajęci rozmową, więc miałam nadzieję, że mnie nie zauważą. Jaka ja jestem naiwna. Jeden z nich mnie zauważył i kiwnął na mnie głową, reszta jego towarzystwa popatrzyła na mnie i na ich twarzach pojawił się szeroki uśmiech. Błagam niech chłopaki domyślą eis gdzie jestem i przyjadą tutaj jak najszybciej.
-O proszę kogo mu tu mamy? Czy taka śliczna dziewczyna jak Ty nie powinna siedzieć w domu? To jest bardzo niebezpieczne, żebyś sama tutaj tak stała.- powiedział jeden z nich podchodząc bliżej mnie, a za nim szła pozostała dwójka.
-Mój kolega ma rację. To bardzo niebezpieczne, jeszcze Ci się coś stanie.- powiedział drugi, głaszcząc mój policzek. Trzeci zaś podszedł bliżej i złapał mnie za pośladek. Chciałam im się wyrwać, ale mi nie pozwolili. Trzech silnych kolesi, na taką bezsilną dziewczynę jak ja... Zaczęłam płakać kiedy jeden z nich zaczął całować mnie po szyi. Prosiłam żeby przestali, ale oni się śmiali.
Bałam się, że to już koniec, kiedy nagle usłyszałam pisk opon i krzyk.
-Spierdalać od niej!- krzyknął Louis, a za nim z auta wyszła pozostała czwórka. Jeszcze nigdy się tak nie cieszyłam na kogoś widok. Moim dotychczasowym "towarzyszom" nie spodobało się towarzystwo chłopaków, więc ruszyli w ich stronę zostawiając mnie. Chłopak, który jako pierwszy do mnie podszedł rzucił się na Louisa, drugi na Zayna a trzeci na Liama, z kolei Harry i Niall do mnie podbiegli i pytali się czy wszystko dobrze. Kiedy odpowiedziałam na ich pytanie, Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu, a Harry pozbierał moje rzeczy, które mi wypadły kiedy próbowałam się bronić. Chwilę po nas do samochody weszli Louis, Liam i Zayn. Myślałam, że będą gorzej wyglądać, ale na całe szczęście każdy miał tylko podbite oko, a Louis rozciętą wargę.
-Wszystko dobrze? Nic Wam nie jest? Przepraszam Was...-schowałam twarz w dłoniach.
-Nie masz za co przepraszać. Wszystko jest dobrze, jak widzisz nic nam nie jest. To znaczy prawie.-powiedział Lou.
-Viv... Czemu uciekłaś?-zapytał się Liam.
-Sama nie wiem, po prostu nie chciałam, żebyście o tym wiedzieli.
-Vivi, jesteśmy przyjaciółmi. Możesz nam zaufać. Wiesz, że Cię nie zostawimy teraz. Pomożemy Ci z anoreksją.-przytulił mnie Lou.
-Dziękuję chłopaki. Jesteście wspaniali.-uśmiechnęłam się delikatnie.
-Zapomniałbym. Viv jutro jest gala Teen Choice Awards...-nie dałam dokończyć Harremu.
-Wiem, mam zamiar ją oglądnąć w telewizji.-powiedziałam.
-Musimy Ci trochę zepsuć plany, ponieważ jedziesz z nami na tą galę.-powiedział uśmiechnięty Loczek.
-Aaaaaaa!! Naprawdę??!!-krzyknęłam szczęśliwa.
-No i jeszcze idziesz jako moja osoba towarzysząca.-Loczek puścił mi oczko.
-Nie mam co ubrać!!! O której jest ta gala???-zapytałam podenerwowana.
-O 18.00-odpowiedział mi Liam.
-Louuuu, pojedziesz ze mną do sklepu jutro? Muszę kupić jakąś sukienkę.
-Okeeey...-odpowiedział mało zadowolony Lou, że to na niego wypadło.
-Zabiorę się z Wami bo ja też muszę kupić jakieś ubranie na jutro-powiedział Niall.
Następnego dnia ja, Lou i Niall zabraliśmy się do galerii.
-Viv!!!! Ja rozumiem, że jesteś dziewczyną i Tobie dłużej zajmuje kupno ubrania, ale no już łazimy po sklepach 2 godziny!!! Głodny jestem!-zaczął marudzić Niall.
-Dobra no dobra. Nie marudź tak. Ostatni sklep jeszcze, jak nic nie znajdę to poszukam w szafie jakiejś sukienki.
Po godzinie poszukiwań znalazłam w tym sklepie wspaniały zestaw. http://stylistki.pl/gala-teen-choice-awards-385607/http://stylistki.pl/gala-teen-choice-awards-385607/
Kiedy Lou i Niall mnie zobaczyli, dosłownie buzia im opadła.
-Wow... wyglądasz...-zaczął Lou.
-Cudnie.-dokończył Niall.
-No czyli biorę to i możemy iść już coś zjeść.
Weszłam z powrotem do przymierzalni. Przebrałam się w swoje ciuchy, i dałam sukienkę i resztę Niallowi, żeby potrzymał aż nie włożę butów. Kiedy z niej wyszłam nigdzie nie było blondaska. Przy przymierzalni stał tylko Louis.
-Gdzie jest Niall?-zapytałam.
-Przy kasie, płaci za twoje ubrania.-odpowiedział od niechcenia Lou.
-Co robi? Przecież kazałam mu je tylko potrzymać a nie a nie płacić.-mówiąc to wzięłam torebkę o pociągnęłam Louisa za sobą w stronę kasy przy której stał już Niall i płacił za moje zakupy.
-Proszę to twoje ubrania. Teraz możemy już iść do Nandos.-powiedział uśmiechnięty Niall.
-Najpierw Cię zatłukę.-powiedział patrząc na niego z przymrużonymi oczami.
-Za co?!-zapytał zdezorientowany głodomór.
-Czekaj, niech się zastanowię... Już wiem! Może dlatego, że ja Cie prosiłam tylko o to żebyś potrzymał mi te ubrania, a nie za nie płacił?!
-Wiem, ale no zanim ty byś się przebrała, zapłaciła to minęło by 20 minut.
-Te 20 minut i tak by Cię nie zbawiło...
-Dobra skończcie się kłócić, bo ja też głodny jestem po za tym zaraz zleci się tutaj tłum fanek.-wtrącił się do naszej konwersacji Louis.
-Okeey, tylko najpierw niech mi tez zdrajca powie ile mu kasy wiszę, za te ubrania.-popatrzyłam na Nialla.
-Potraktuj to jako prezent na święta.-uśmiechnął się Niall.
-Okey...
Poszliśmy do Nandos. Siedzieliśmy tam z 2 godziny dobrze się przy tym bawiąc. Kiedy wróciliśmy do domu była 13.00 Mieliśmy jeszcze 5 godzin do gali więc postanowiliśmy usiąść w salonie pooglądać telewizję.
-Co robicie w święta?-zapytał się nagle Liam.
-Ja jadę do Irlandii do dom.-powiedział Niall.
-Ja do domu.-powiedział Lou.
-My też do domu.-wtrącił Zayn z Harrym. Wszyscy skierowali swój wzrok na mnie, czekali aż ja coś powiem.
-No ja chyba zostanę tu jeśli wam to nie przeszkadza oczywiście?
-Nie jedziesz do domu? Do taty?-zapytał Zayn.
-Nie.
-Nie zostawimy cię samej na święta!-krzyknął Harry.
-Jeśli chcesz to możesz jechać ze mną do Bradford na święta.-zaproponował Zayn.
-Dziękuję Zayn to miłe, ale święta spędza się z rodziną, a ja nie chce się nigdzie wpraszać i robić dodatkowego problemu.
Nagle każdy z chłopaków zaczął proponować, że weźmie mnie ze sobą na święta, ale ja stałam dalej przy tym, że zostaje w domu i koniec. Po 3 godzinach dyskusji na temat moich świąt poszliśmy się przygotować na galę.

piątek, 8 listopada 2013

Hi.

Hejoo.
Przyszedł czas żeby to wyjaśnić jedną sprawę dotyczącą tego opowiadania. Już od jakiegoś czasu dostaję od Was maile, czemu w tym opowiadaniu Liam dalej spotyka się z Danielle a nie z Sophie. Odpowiedź jest prosta. Pomysł na opowiadanie powstał kiedy to Danielle i Liam mieli się bardzo dobrze i nie zapowiadało się na to żeby coś miało ulec zmianie. Po za tym Dani w tym opowiadaniu będzie odgrywać ważną rolę, ale to dopiero w późniejszych rozdziałach. xox 
I jeszcze jedno. Mam nadzieję, że już niedługo wygląd bloga trochę się zmieni i będzie można tu znaleźć zwiastun, który zamówiłam tak samo jak i szablon. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. xox

poniedziałek, 28 października 2013

Roz.5

 Przywarłam do Harrego wystraszona. Wiecie, nie codziennie jestem otoczona przez jakieś nieznane mi nastolatki, które wykrzykują imię mojego przyjaciela i moje, oraz przez setkę paparazzi gdzie jeden drugiego przekrzykuje, żeby popatrzeć w jego stronę i do tego jeszcze jebnąć smajla...
Harry widząc moją reakcję zaśmiał się i przytulił mnie mocniej. Gdyby wzrok mógł zabijać to Styles już by dawno nie żył za ten śmiech... Chciałam się naprawdę przejść z Harrym przez park, ale nawet jedno kroku nie zrobiliśmy a zadzwonił Paul i kazał nam wracać. Normalnie przejście przez ulicę zajmuje 2 minuty, ale nam zajęło o 10 minut więcej bo nie mogliśmy się przecisnąć miedzy tymi ludźmi. Wkurzona zaczęłam przepychać się łokciami, odgradzając przy tym sobie i Harremu drogę.
-Wow, następnym razem jak będę musiał gdzieś iść, to powiem Paulowi, żeby pozwolił mi iść z Tobą bez ochroniarza.-uśmiechnął się Hazz.
-Ty się nie śmiej! Zazwyczaj takie sposoby to przydają się w szkole, ale nie na co dzień kiedy dwójka ludzi chce iść na spacer do paku...
-Zapomniałaś kochanie, że na spacer do parku poszłaś z bożyszczem  nastolatek, Harrym Edwardem Stylesem. Musisz się przyzwyczaić, teraz każdy Twoje wyjście będzie tak wyglądać.-pocieszał mnie.
-Może gdybym nie poszła z Tobą do tego warzywniaka i nie okrzyknęli nas parą to by to tak nie wyglądało.-powiedziałam wchodząc do wielkiego budynku.
-Viv, nawet gdyby było tak jak mówisz, to i tak by to wyglądało tak jak wygląda. Jak już wychodziliśmy z centrum handlowego i do niego wchodziliśmy, robili zdjęcia, więc nawet będąc naszą przyjaciółką nie mogłabyś wyjść na miasto bez towarzystwa fleszy. Nasza stylistka nie może wyjść, a ty będąc naszą przyjaciółką tym bardziej.-wytłumaczył mi.
-Czemu Wy zawsze macie rację??!!-uniosłam ręce do góry wchodząc do windy.
-Wiesz tkwimy w tym od 3 lat, i przez ten okres czasu dużo się nauczyliśmy na ten temat.
-Nie chętnie to robię, ale muszę Ci przyznać rację.
Poszliśmy na górę tam przywitali nas znowu Paul i chłopcy. Chłopcy nagrywali chyba przez jakieś 4 godziny albo i dłużej, nie wiem ile ale dla mnie to i tak trwało wieczność, niektóre piosenki musieli nagrywać 2 razy bo się wygłupiali, lecz gdy tylko zauważali mój zabójczy wzrok przestawali.
-Aleee jestem głodny, od 4 godzin nic nie jadłem!!-krzyknął Niall gdy wychodziliśmy ze studia.
-Gdybyście się nie wygłupiali to gwarantuję Ci, że już dawno być coś zjadł!-westchnęłam.
-Viv, jesteś tu nowa, więc czas Ci wytłumaczyć niektóre rzeczy. Jeden, wygłupy przy nagrywaniu piosenek to tradycja, dwa Harry jest mój i tylko mój! Trzy jesteśmy sławni i seksowni.-uśmiechnął się Louis.
-Chodźmy do Nandos bo w sumie ja też jestem głodny.-stwierdził Liam.
-No ja też.-przytaknął mu Zayn.
-A ja nie jestem.-stwierdziłam.
-Viv, kiedy Ty jesteś głodna? Jesteś u nas już jakiś czas i widziałem Cię tylko raz z jedzeniem w ręku. Jeśli w ogóle jedzeniem można nazwać pół kromki z masłem...-zamyślił się Zayn.
-Jaki masz wzrost i wagę?-zapytał mnie Louis, bawiąc się telefonem. Yghh... nie podoba mi się to... Oni nie muszą wiedzieć, że jestem chora... A jak już mają się dowiedzieć to nie muszą w ten sposób... Ale cholera znowu nie wiem jaką mam wagę podać żeby pasowała do mojego ciała... Yghhhhhh... No dobra, powiem im...
-175 cm i 52 kilo...-powiedziałam ledwo słyszalnie.
-Kurwa... Dziewczyno Ty masz niedowagę i to dużą!-prawie krzyknął Louis, patrząc na ekran swojego telefonu.

-Viv?-zapytał mnie Harry.
-Jesteś na coś chora?-zapytał mnie Liam, delikatnym tonem, pełnym troski.
-Możesz nam powiedzieć. Jeśli tak to Ci pomożemy.-przytulił mnie Niall.
-Tak kurwa jestem! Od 2 lat jestem kurwa chora na anoreksję! I do tego kurwa nigdy nie ubiorę krótkich spodenek bo mam nogi całe w bliznach! Kurwa tak jestem głupia bo mam kurwa anoreksję i się kurwa tnę!!-krzyknęłam na tyle głośno ile pozwalało mi gardło. 
Cała zalana łzami zaczęłam uciekać prosto przed siebie. Nie wiedziałam nawet gdzie jestem, ale mnie to nie obchodziło. Chciałam uciec jak najdalej od nich i tych wszystkich pytań "Dlaczego?" "Czemu to robisz?".
Chcą mi pomóc... doceniam to, ale nikt mi nie pomoże, ojciec mnie wysyłał do tych wszystkich psychologów ale ci mi nic nie pomogli... 
Jestem gruba, będę gruba i zawszą byłam.  

   

niedziela, 6 października 2013

Na obiad zrobiliśmy spaghetti, a na kolację zapiekankę.
Zasiadając do stołu, zadzwonił dzwonek do drzwi. Niall poszedł otworzyć i za chwilę wrócił w towarzystwie trzech dziewczyn. Liam, Louis i Zayn jak je tylko zobaczyli poszli się do nich przywitać. Zayn podszedł do nie wysokiej blondynki i czule ją pocałował, Liam do dziewczyny w lokach a Louis do dziewczyny o pięknym kolorze włosów.
-El, Danielle, Perrie to jest Viv, dziewczyna, której urządzałyście pokój.-powiedział Lou.
-Hej.-powiedziały chórem.
-Hej.-przywitałam się nie śmiało.
Podoba się pokój?-zapytała podajże Eleanor.
-Tak, dziękuję jest wspaniały.-uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co. Chętnie pomogłyśmy.-powiedziała Danielle.
-A ubrania są dobre?-zapytała Perrie.
-Tak, są w sam raz.-odpowiedziałam.
-Dobra, pogadacie sobie potem. Nie po to tyle stałem przy garach żeby to teraz wszystko wystygło.-marudził Hazza.
-Przypomnę Ci, że ja stałam przy garach razem z Tobą i to ja uratowałam zapiekankę, którą prawie przypaliłeś.-zaśmiałam się.
-Ej, wiem, że masz być moją dziewczyną przez jakiś czas, ale błędów mi już wytykać nie możesz!-stwierdził chłopak.
-Nie żebym przeszkadzała, ale ja nie za bardzo wiem co to ma znaczyć, że musi być Twoją dziewczyną.-powiedziała El, siadając na miejscu Harrego.
-El po pierwsze to ja tam siedziałem, a po drugie wybrałem się dzisiaj z Viv na zakupy do warzywniaka i fotoreporterzy nas spotkali i okrzyknięto Viv moją dziewczyną i Paul nas kazał udawać parę przez jakiś czas.-wyjaśnił Harry.
-Nie marudż Styles bo coś mi się zdaję, że gdyby nie ja to byś nie był tak pięknie ubrany jak teraz.-uśmiechnęła się wrednie Eleanor, na co Zayn jej przybił żółwika.
-To ja idę do kuchni po dodatkowe krzesła...-mruknął Harry pod nosem.
-No, a my Ciebie Viv witamy w klubie dziewczyn, chłopaków z One Direction.-uśmiechnęła się do mnie Perrie.
-Haha, dziękuję.-uśmiechnęłam się do niej szczerze.
-No  a ja z kolei zapraszam Cię jutro na zakupy i kawę.-uśmiechnęła się Eleanor.
-No wiesz, dzisiaj si zdążyłam wzbogacić w niezły zestaw ubrań, ale wpadły mi w oko niezłe buty, ale już się nie odzywałam nawet.-zaśmiałam się.
-Mogłaś mówić to bym Ci te buty kupił.-stwierdził Harry wchodząc z krzesłami do salonu.
-Jasneee...-powiedziałam nalewając sobie soku do szklanki.
Zjedliśmy obiad i kolację  i wyszliśmy na ogród. Stwierdziłam z El, że można zrobić grilla, ale chłopacy nie mieli kiełbasek, więc razem z El poszłyśmy do sklepu.
W drodze do sklepu rozmawiałyśmy na różne tematy.
-Co myślisz o chłopakach?-zapytała mnie dziewczyna.
-Są naprawdę wspaniali. Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś znany na całym świecie może się zachowywać jak normalni ludzie w ich wieku..
-To prawda. Rzadko się zdarza żeby ktoś tak znany zachowywał się tak naturalnie.
Po godzinie wróciłyśmy z kiełbaskami i piwem.
No wreszcie!! Dłużej się nie dało?-zapytał Niall, siedzać i popijając piwo ze szklanki.
-Dało!-odpowiedziałam pokazując mu język.
-Dobra, już nic nie mówię.-westchnął Niall.
Weszłam z Eleanor do kuchni ustawiając siatki na stole. W kuchni siedziała reszta zespołu z dziewczynami. Kiedy nas zobaczyli, Louis, Liam, Niall, Zayn i Harry poszli rozpalić grilla. W sumie nie znam ich na tyle dobrze, ale coś mi mówi, że całe One Direction plus zapałki równa się wizyta straży pożarnej.
Ja z dziewczynami zaczęłam rozpakowywać zakupy.  Poszłam wynieść piwo na pole. Wychodząc na ogród zobaczyłam cały zespół kłócący się o to, czemu grill się nie chce rozpalić. Podeszłam do nich na tyle ile mi pozwalała moja odwaga, ponieważ Harry miał zapalniczkę i zapałki w ręce i nie chciałam ryzykować.
-Co jest?-zapytałam.
-Musisz się drzeć? Nie możesz podejść bliżej?-zapytał zirytowany Zayn.
-Mogę, ale najpierw ten w lokach odłoży te niebezpieczne przedmioty, bo ja ryzykować nie zamierzam!
Harry z obrażoną miną odłożył zapalniczkę i zapałki. Podeszłam do nich i ponowiłam swoje pytanie.
-W skrócie, zużyliśmy już dwa opakowania zapałek i nie możemy rozpalić tego grilla dalej!-krzyknął załamany Lou.
Popatrzyłam na grilla i potem na nich a ja moja mina wyrażała więcej niż tysiąc słów.
-Chłopcy, wiecie, że dzisiaj padało?-zapytałam przez śmiech.
-No Amerykę odkryłaś...-stwierdził Niall patrząc na mnie jak  na debila.
-No to skoro padał deszcz, a drewno nie było niczym osłonięte i deszcz je zmoczył, to jest jednoznaczne, że drewno jest mokre, a nawet dziecko wie, że mokrego drewna nie da się rozpalić.-wytłumaczyłam im, dalej się śmiejąc.
-To wiele wyjaśnia....-westchnął Loczek, drapiąc się po głowie.
-Brawo geniuszu. Jeśli macie jakieś inne drewno lub też węgiel ale SUCHY to weźcie go i wymieńcie.-powiedziałam patrząc na Liama, który darł się na Louisa, że przyniósł mokre drewno.
Mieszkam z wariatami. Po godzinie wszystko było gotowe, więc mogliśmy zacząć grillować.
-Viv, nie wiem czy Ci Niall mówił, ale jutro mamy koncert i próbę dźwięku i jedziesz z nami.-powiedział Liam.
-A ja po co tam?-spytał zdezorientowana.
-Paul stwierdził, że na koncercie muszę Ci zadedykować Little Things i musimy się przed koncertem razem pokazać, żeby już jakieś plotki powstały.-wytłumaczył mi Harry.
-No okeeey...-westchnęłam pijąc łyk piwa.
-I jeszcze jedno, nie wiem czemu akurat mi karzą to powiedzieć i narażać moje jakże piękne życie, ale na próbie musimy być o 8.00 rano/-powiedział Lou.
-To jest kara za drewno!-krzyknął Liam.
-Co KURWA?!-krzyknęłam dławiąc się kiełbaską, na co Perrie zaczęła mnie klepać po plecach.
-Dzięki Perrie. Rozumiem, że sława, kariera i te sprawy, ale cholera, żeby tak wcześnie wstawać?! Przecież jeśli Wy macie byś tam gdzieś na 8.00 a strzelam, że to na drugim końcu miasta plus jeszcze korki, bo ludzie do pracy jechać będą to muszę wstać o 5.00!!-jęknęłam.
-No musisz się przyzwyczaić, bo w trasy z nami też jeździć będziesz a na lotnisku to zazwyczaj o 7.00 musimy być.-uśmiechnął się Zayn.
-Rozumiem, że to mnie miało pocieszyć?
-No tak.-zaśmiał się Zayn.
-W takim razie, ja Was żegnam bo jest już 1.00 a ja muszę sie chociaż trochę wyspać.-westchnęłam wstając, a reszta przyznając mi rację poszła zaraz za mną.
 Rano wstając o 5.00 poszłam się   ubrać. Wybrałam taki zestaw http://stylistki.pl/concert-369902/ mam nadzieję, że wyglądam w miarę dobrze, bo nigdy nie umiałam dobrać stroju.
Po przyszykowaniu się poszłam na dół gdzie spotkałam już 3/5 zespołu.
-Hej wszystkim. Gdzie Zayn i Lou?-zapytałam.
-Dobry. Zayn wylewa żel we włosy, a Lou się ubiera.-wytłumaczył mi Niall, przytulając mnie i całując w policzek na przywitanie, tak samo postąpił Liam i Harry.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział z uśmiechem Harry.
-Czyli mogę iść tak na koncert?-zapytałam.
-No tak.-odpowiedział.
-Śniadanie gotowe.-powiedział Li, kładąc na stole talerze z jajecznicą.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam sie do chłopaka co odwzajemnił.
Po chwili na dół zbiegł Louis a zaraz po nim Zayn. Przywitali się ze mną tak samo jak pozostała trójka. O godzinie 7.00 przyjechał po nas Paul. Wsiedliśmy wszyscy do  auta, przepychając się bo każdy chciał siedzieć obok mnie. Koniec końców wyszło na to, że siedziałam pomiędzy Harrym a Louisem. Jechaliśmy 40 minut. Droga minęła nam szybko ponieważ cały czas gadaliśmy i się śmialiśmy. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, zostało 20 minut do próby, więc Paul kazał mi i Harremu iść do parku obok stadionu, na którym miał się odbyć koncert.
Ledwo weszliśmy do parku, trzymając się za ręce, a już zostaliśmy otoczeni przez tysiące paparazzi.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale mam strasznie dużo nauki i nie wyrabiam.

piątek, 20 września 2013

Roz.3

Rano obudziły mnie jakieś krzyki i tuczące się szkło. Popatrzyłam na zegarek i była godzina 8.40...Która?! Oni kurwa nie mają co robić?!
Wyszłam na korytarz i zobaczyłam stolik leżący na ziemi i rozbity wazon. Nie podobało mi się to, więc poszłam obudzić Niall. Kiedy wreszcie udało mi się go dobudzić, poszedł razem ze mną do salonu, gdzie dochodziły krzyki.
Na łóżku leżał Zayn, Louis i Liam i chowali się za poduszkami przed jakimś kolesiem z brązowymi włosami.
-Co wy robicie i co to za koleś?-zapytałam. W tym momencie nie znany mi osobnik odwrócił się twarzą do mnie i okazało się, że był to Harry tylko z prostymi włosami.
-A to pod żelazko wpadłeś?-zapytałam przez śmiech, na co wszyscy obecni się zaśmiali oprócz Harrego, który mnie zabijał wzrokiem.
-Nie! Tylko ta trójka debili znowu wyprostowała mi w nocy włosy!-krzyknął i rzucił się na Liama, który był najbliżej niego.
-Wiecie co i mnie nie zawołać?-pożalił się Horan.
-Sorry stary Ciebie się dobudzić nie dało. Próbowaliśmy.-krzyknął Zayn uciekając do kuchni. Za Zaynem biegł Louis, tylko ten nie wpuszczony już do kuchni, schował się za mnie.
-Jeśli chcesz mnie dorwać to najpierw musisz pokonać mojego ochroniarza!-wydarł się Lou.
-Co?-i właśnie w tym momencie Harry do nas podszedł, podniósł mnie i odstawił pół metra dalej.
-Szybko poszło.-stwierdził Lou i rzucił się w kierunku schodów a zaraz za nim Loczek.
Chciałam wejść do kuchni, jednak coś blokowało drzwi.
-Harry Edwardzie Styles, odsuń się od tych drzwi!-Zayn wydarł się tak głośno, że aż podskoczyłam.
-Zayn debilu, to ja! Wpuść mnie!-krzyknęłam.
-O nie! pewnie za Tobą gdzieś jest ten człowiek chcący zemsty.
-Nie ten człowiek rzucił się w pogoń za królem marchewek, wpuść mnie!
Zayn nie pewnie otworzył mi drzwi i szybko wciągnął mnie środka i znowu je zablokował.
-Debile.-skomentowałam.
Zaczęłam sobie robić śniadanie, kiedy nagle przez okno wskoczył Harry i zaczął gonić Zayna wokół stołu.
Boże, czemu ja?! Tyle ludzi na tym bożym świecie i akurat ja?
Kiedy już Harry zemścił  się na całej trójce, stwierdziliśmy, że pójdziemy na zakupy.  Niall się uparł na kupno mi telefonu, a ja Louis, Harry, Zayn i Liam, jak zobaczyli moje ubrania, to wyrzucili je do kosza i stwierdzili, że muszą mi kupić coś w czym można się pokazać na ulicy...
Kiedy wysiedliśmy przed galerią, zostaliśmy osaczeni przez paparazzi i rozwydrzone fanki. Zapomniałam, że przyjaźnie się z gwiazdami...
Louis i Liam, przygarnęli mnie między sie i próbowali zakryć moją twarz, żeby jej nie było widać i uchronić mnie przed zdjęciami, bo mimo wszystko nie chciałam zobaczyć się na okładce jakiejś gazety jutro rano albo i nawet dziś.
W końcu udało nam się wejść do galerii, najpierw poszliśmy do sklepu z telefonami po telefon. Nie chciałam naciągać Irlandczyka na koszty, więc wybrałam najtańszy telefon jaki był, ten jednak gdy zobaczył mnie z nokią w rękach stwierdził, że oszalałam i kupił mi i Phona 5. Oczywiście się sprzeciwiałam ale nic mi to nie dało. Teraz przyszedł czas na ubrania.
Jako pierwszy poszedł Harry, oczywiście ilość rzeczy, którą sobie ja wybrałam a on mi, różniła się kolosalnie, ale cytując go "Ja płacę, ja decyduje ile" nie miałam nic do powiedzenia...
Harry: http://stylistki.pl/harry-shop-for-me-364080/
Potem przyszedł czas na Liama ten jedyny pozwolił mi wybrać co chcę, choć i tak dorzucił parę rzeczy od siebie...
Liam:  http://stylistki.pl/liam-for-me-364082/
Louis był następny. On i Zayn najbardziej zaszaleli. Wgl nie zwracali uwagi na moje sprzeciwy, tylko przynosili mi ubrania i kazali przymierzać i wszystko co im się podobało i na mnie też dobrze wyglądało lądowało w koszyku.
Louis: http://stylistki.pl/this-is-from-lou-364086/
Zayn: http://stylistki.pl/from-zayn-364096/
Oczywiście, że pół mojej szafy teraz to obcasy nie bardzo mi się podobało, ale no przecież nie miałam nic do powiedzenia. W sumie nazbierało się 19 reklamówek i trochę trudno było je zanieść i przepychać się między paparazzi i fankami i do tego zasłaniać moją twarz, ale chyba daliśmy radę.
Po powrocie do domu zauważyłam, że jacyś faceci z domu wychodzą.
-Louis, co to za ludzie?-zapytałam wskazując ich palcem.
-Od remontu.-odpowiedział, krótko i zaczął zbierać reklamówki z auta. Chciałam chłopakom pomóc z reklamówkami, ale kazali mi iść do domu zrobić miejsce w przedpokoju na nie.
Kiedy już wszystkie reklamówki zostały wniesione, Liam zawiązał mi oczy i zaczął prowadzić mnie po schodach. Nie chciał powiedzieć o co chodzi i trochę mnie to przerażało. Chłopak wprowadził mnie do jakiegoś pokoju a za nim weszła reszta. Dopiero po zamknięciu drzwi pozwolili mi zdjąć opaskę.
Kiedy ją zdjęłam moim oczom ukazał się taki widok.
Z wrażenie zaniemówiłam.
-Podoba się?-zapytał uśmiechnięty Harry.
-Bardzo! Dziękuję Wam, jesteście wspaniali!-krzyknęłam i rzuciłam się na każdego z chłopaków osoba i ich przytuliłam.
Po lewej stronie znajdowały się dwie pary drzwi, jedne do łazienki z czarnego marmuru i do garderoby, w której znajdowały się jeszcze jakieś nowe ubrania.
-Chłopcy... skąd tu się wzięły te ubrania i wgl kiedy Wy to zrobiliście.?-zapytałam.
-Ubrania są od naszych dziewczyn, a pokojem one się zajęły kiedy my byliśmy na zakupach.-powiedział Zayn, uśmiechając się.
-Podziękujcie im ode mnie.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Raczej sama będziesz miała okazję to zrobić.-stwierdził Niall, siadając na moim nowiutkim łóżku.
-Kiedy?-zapytałam.
-Dzisiaj mają przyjść.-powiedział Harry dołączając do Nialla.
-Dobra, chłopaki chodźcie po reklamówki, bo Viv, raczej sama ich nie wniesie tutaj.-zaśmiał się Liam. Po chwili już rozpakowywałam ubrania do garderoby. Kiedy kończyłam do pokoju wszedł Niall z Harrym.
-Hej Viv, jedziemy do sklepu po jedzenie. Chcesz coś?-zapytał Niall.
-Nie, dzięki.-posłałam im szczery uśmiech, który odwzajemnili.
Po dwóch godzinach wrócili. Poszłam z nimi do kuchni pomóc rozpakowywać zakupy i przy okazji pomóc Harremu w gotowaniu obiadu i kolacji na dzisiaj.
-Jak tam życie mija?-zapytał się Harry.
-No powiem Ci, że wspaniale. W ciągu dwóch dni zyskałam wspaniałych przyjaciół. Nawet z nimi zamieszkałam.-powiedziałam z uśmiechem.
-A to szczęściarze.-zaśmiał się Loczek.
Niestety brakło nam ziemniaków, więc zmuszeni byliśmy iść do sklepu. A, że znajdował się on niedaleko to postanowiliśmy iść na piechotę. Przez pierwsze 10 minut drogi śmialiśmy się. Gdyby ktoś nas nie znał mógłby stwierdzić, że jesteśmy parą, ponieważ Harry szedł przytulając mnie do siebie. Kiedy mieliśmy skręcać, zza zakrętu wyłonili się paparazzi i zaczęli robić nam zdjęcia. Harry próbował zakryć mi twarz. Sama też próbowałam się zasłonić włosami, ale za późno zareagowaliśmy, także dałam sobie spokój i Harrego też poprosiłam, żeby się nie męczył bo i tak jest za późno.
Fotoreporterzy towarzyszyli nam do samego warzywniaka. W drodze powrotnej zresztą też.
Jak tylko przekroczyliśmy próg domu, Harry zaczął mnie przepraszać i uświadomił mi, że jutro zostanę okrzyknięta jego dziewczyną.
Wróciliśmy do przyrządzania obiadu, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Harry to zignorował więc ja też postanowiłam tak zrobić. Chwilę później w kuchni zjawił się Zayn informując nas, że Paul chce z nami rozmawiać. Nie ukrywam, że zarówno mnie jak i Harrego zdziwił fakt, że ich manager chce rozmawiać również ze mną.
-Witaj Vivien, nazywam się Paul jestem managerem chłopców. W internecie już pojawiły się Wasze zdjęcia z wycieczki do warzywniaka. Jak się pewnie domyślacie, Viv została okrzyknięta dziewczyną Harrego. Już nawet wiedzą jak się nazywasz i skąd jesteś. Myślę chłopcy, że dobrze wiecie, że nie opłaca się nawet demotywować tych plotek bo i tak nam to nic nie da. I tu mam do Ciebie prośbę Vivien. Czy mogłabyś przez jakiś czas udawać dziewczynę Harrego?-zapytał mnie nagle Paul.
-To jest konieczne?-zapytałam.
-Na tą chwilę niestety tak. Fanki już zakładają Wasze fan cluby,  już jesteście w trendsach na TT. Sytuacja tego wymaga.-stwierdził Paul.
-No dobrze.-zgodziłam się.
-Dziękuję Viv. Teraz musicie wychodzić razem, robić sobie zdjęcia i dodawać na swoje konta na portalach społecznościowych i inne dziadostwa.-wyjaśnił nam Paul, po czym opuścił posiadłość chłopców.
-Wiedziałem, że to się tak skończy. Przepraszam Viv.-jęknął Harry.
-Daj spokój, już nic nie poradzimy. Chodź dokończyć tą kolacje i obiad.-westchnęłam i poszłam w stronę kuchni.

środa, 18 września 2013

Roz.2

-Viv...-zaczął Liam.
-Czo?
-Bo widzisz jest taka sprawa, że no w tym pokoju co Ty masz spać, no nie ma łóżka.
-Czyli wygląda na to, że zostaje mi to jakże wygodne łóżko w salonie.-westchnęłam.
-Chyba żartujesz.-zapytał Niall wychylając głowę z kuchni.
-Czy ja wyglądam na taką, która w tym momencie żartuje?-zapytałam.
-Nie, nie wiem. Ale tutaj spać nie będziesz.-wskazał na łóżko w salonie.
-To gdzie ja mam spać?-zapytałam zdezorientowana.
-No u mnie w pokoju. Ja się prześpię na kanapie.-powiedział, układając stos kanapek na talerzu.
-Ooo, nie. Dużo już dla mnie zrobiłeś i ja nie zamierzam Ci łóżka zajmować.-powiedziałam, kręcąc głową.
-I zrobię jeszcze więcej i pozwolę Ci na nim spać.
-Horan nie zgadzam się. Albo ja śpię na łóżku w salonie, albo śpimy razem u Ciebie.-uśmiechnęłam się.
-To mi pasuje ta druga opcja.-puścił do mnie oczko.
Nagle usłyszałam huk na górze, i razem z Niallem i Liamem poszliśmy zobaczyć co się stało.
Kiedy weszliśmy po schodach, zobaczyliśmy jak Zayn, Louis i Harry leżą na sobie.
-Kanapka!-wrzasnął Niall i rzucił się na Harrego.
-Grubasie, złaź ze mnie!-jęknął Hazza.
-Nie żebym marudził, ale macie ciężkie dupy, więc z łaski swej ze mnie złaźcie!-wyjęczał Zayn, który był na samym dole.
-Co Wy robiliście?-spytał uśmiany Liam.
-Harry rozmawiał z jakąś dziewczyną przez telefon i się zamknął w łazience. Nie chciał nam powiedzieć z kim gada, więc ja i Zayn staliśmy pod drzwiami i podsłuchiwaliśmy i nagle wyszedł Harry i wpadł na nas i było wieeelkie ka buum jeb.-streścił wszystko Lou.
-Rozmawiałem z Gemmą!-krzyknął Harry.
-Z kim?-zapytał nie wiedząc kto to Gemma.
-Moja siostra.-dodał Harry.
-To nie mogłeś nam od razu powiedzieć, tylko się zamknąłeś w łazience zadowolony!-powiedział zirytowany Zayn.
-Hazziątko się ostatnio tajemnicze zrobiło. Jutro ma przyjść Danielle razem z Perrie i Eleanor.-powiedział Liam.
-Skąd wiesz?-zapytał Lou.
-Danielle rano dzwoniła.
-Wybaczcie, że się wtrącę, ale się nie obrażę jeśli mi powiecie kto to jest Danielle, Perrie i Eleanor.-powiedziałam załamana.
-Danielle to dziewczyna Liama, Perrie jest moją dziewczyną, a Eleanor to dziewczyna Louisa.-wytłumaczył mi Zayn.
-A dziewczyna Harrego i Nialla nie przyjdzie?-zapytałam.
-Ja nie mam dziewczyny, Harry też.-wzruszył ramionami blondyn.
-A, Twój chłopak nie będzie miał nic przeciwko jak z nami zamieszkasz?-zapytał Liam.
-Gdybym miała chłopaka, to bym pewnie zamieszkała u niego a nie Wam się na głowę zwalała. Miałam chłopaka, ale zdradził mnie z moją przyjaciółką, od tamtej pory  nie mam ani przyjaciół ani chłopaka.-kiedy powiedziałam, że nie mam chłopaka, Niall uśmiechnął się delikatnie, ale sama świadomość, że on nie ma dziewczyny jest wspaniała.
-Przecież masz przyjaciół.-oburzył się Zayn.
-Tak?-zapytałam robiąc wielkie oczy.
-No mnie, i tą resztę przychlastów.-uśmiechnął się szeroko, co odwzajemniłam.
-Nuuudzi mi się, co robimy?-zapytał Harry.
-No ja bym się chętnie czegoś dowiedział o naszej nowej przyjaciółce.-uśmiechnął się Lou.
-To co chcecie wiedzieć?-zapytałam.
-Wszystko.-odpowiedzieli chórem.
-No więc mam na imię Vivien Johnson, ale wolę gdy się mówi do mnie Viv. Mam 18 lat, pochodzę z Manchesteru, moja mama pracowała w banku ale jakiś psychopata na bank napadł i ją zastrzelił, tata ożenił się drugi raz z Katrin Tonson, która mnie nienawidzi z wzajemnością, od 4 miesięcy mieszkam w Londynie, pracuje w kawiarni.
-A co się stało, że nie możesz mieszkać u siebie?-zapytał ostrożnie Liam.
-Od jakiegoś tygodnia dostawałam dziwne sms'y jakby mnie ktoś obserwował, takie "wielbiciel", dostawałam czekoladki i kwiaty do domu. Dzisiaj jak zamykałam kawiarnie ten facet wciągnął mnie do ciemnej uliczki i zaczął się do mnie dobierać, ale zjawił się Niall i mnie uratował. Nie chciałam już mieszkać w tamtym mieszkaniu, bo on znał mój adres, a, że mnie nie stać na wynajem nowego mieszkania, to Niall zaproponował mi zamieszkanie u Was.-westchnęłam.
-I bardzo dobrze zrobił. A znasz chociaż tego faceta?-zapytał Louis.
-Nie. Pierwszy raz na oczy go widziałam, nie wiem skąd on mnie zna.-powiedziałam szybko.
-No nic, ale musisz na siebie uważać. Najlepiej będzie gdybyś na miasto nie chodziła sama tylko z którymś z nas.-powiedział Niall.
-Wtedy będę narażona na inne nie bezpieczeństwo.-stwierdziłam.
-Jakie? Z nami Ci nic nie grozi.-wypiął dumnie pierś Hazza.
-No tylko podobno macie sporo fanek, a jak mnie z Wami zobaczą, to jeszcze mnie zjedzą albo cóś.-zaśmiałam się.
-SuperMan jest z Tobą nic Ci nie grozi.-powiedział śmiesznym głosem Tommo.
-Gdzie Ty tu widzisz SuperMan'a?-zapytałam rozglądając się, na co pozostała czwórka wybuchnęła śmiechem, a Lou zabijał mnie wzrokiem, a ja siedziałam i nie wiedziałam o co chodzi.
-Wiesz, że nie jesteś naszą fanką to chociaż mi trudno uwierzyć to daję radę, ale, że X-Factora nie oglądałaś kobieto, to jesteś dziwna.-powiedział z wyrzutem.
-Oglądam! W sumie dopiero od 8 edycji, ale ciii.-zaśmiałam się.
-To było zacząć od 7, bo my zajęliśmy 3 miejsce w 7 edycji X-Factora.-powiedział Tommo.
-Ale czy X-Factor nie jest dla amatorów?-zapytałam zaskoczona.
-Ludzie... z kim ja  się zadaję.-załamał się Lou.
-Jest dla amatorów, ale my poszliśmy jako soliści i nam się nie udało, i Simon Cowell złączył nas w zespół.-wyjaśnił Liam.
-To nie można było tak od razu?-zapytałam unosząc ręce ku górze.
Siedzimy sobie i rozmawiamy aż nagle ktoś dzwoni do drzwi. Popatrzyłam na zegarek jest godzina 23.30, ludzie o tej porze już naprawdę nie mają co robić...
Zayn poszedł otworzyć drzwi. Wrócił razem z jakąś blondyną... Kojarzę ją...
-No witaj misiaczki.-podeszła do Harrego i próbowała go pocałować, ale ten się szybko odsunął. Niall mówił, że Hazza nie ma dziewczyny...
-Czego chcesz Taylor?-zapytał nie zbyt zadowolony jej widokiem Harry.
-Przywitać się... A ta dziewczyna to kto?-zapytała mrożąc mnie wzrokiem.
-To samo mogę zapytać Ciebie. Chociaż wnioskując po Twoim zachowaniu, wyglądzie itd wnioskuję, że jesteś wielką gwiazdką z przerośniętym ego.-powiedziałam sztucznie się uśmiechając.
-Pfff, ty się tak nie szczerz do mnie i do mojego Harrego ja Ci dobrze radzę.-powiedziała wkurzona.
-Twoim? Z tego co widzę to Harry jakoś specjalnie zadowolony z Twojej obecności tutaj nie jest. Wiesz gdyby był zadowolony albo szczęśliwy to przywitałby Cię inaczej niż to zrobił i nie odsunął się kiedy chciałaś go pocałować.-stwierdziłam triumfalnie.
-Nie zamierzam tego tolerować! Harry dopóki ta dziewczyna z stąd nie zniknie z nami koniec!-krzyknęła.
-Taylor masz pecha, bo ona tutaj z nami mieszka. Pa.-powiedział Harry zadowolony.
-No właśnie. Pa!-pomachałam jej i otworzyłam drzwi.
-Wow, Viv tego to się po Tobie nie spodziewałem.-powiedział dumny Liam.
-No bo mnie wkurzyła. Nadąsana gwiazdka popu.-wzruszyłam ramionami.
-W końcu się jej pozbyłem. Dzięki Viv.-powiedział Harry przytulając mnie.
-Dobra ludzie późno już trzeba iść spać.-powiedział Zayn.
Wszyscy poszliśmy do pokoju w których mieliśmy spać. Niall pokazał mi łazienkę i po umyciu się już leżałam w ciepłym łóżku i czekałam na Horana, który chwilę później się zjawił. Położył się obok mnie i przygarnął do siebie swoim ramieniem, pogadaliśmy jeszcze chwilę i Niall opowiedział mi trochę  o sobie, po czym poszliśmy spać.


wtorek, 17 września 2013

Roz.1

-Witaj kochanie, dostałaś moje sms'y?-usłyszałam.
Od jakiś 6 dni dostaje dziwne sms'y treści "Witaj kochanie, pięknie dziś wyglądasz" "Nie ładnie tak samej chodzić o tej porze po mieście". Wszystkie były z nieznanego numeru. Mało tego dostawałam kwiaty i czekoladki. Już wiem od kogo to. Facet zaczął się do mnie dobierać, próbowałam się bronić, ale co taka dziewczyna jak ja może? Zamknęłam oczy, i nagle przestałam czuć dotyk tego faceta i usłyszałam odgłosy bójki. 
Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam jak facet, który przed chwilą się do mnie dobierał leży na ziemi, i jest obkładany pięściami przez kolesia w okularach przeciw słonecznych i kapturze. Ciekawe po co mu te okulary o godzinie 21.00 kiedy jest ciemno? Dobra nie wnikam. Kiedy zobaczyłam, jak ten facet zaczął pluć krwią, postanowiłam się poruszyć i przypomnieć o swojej obecności tutaj, bo ten chłopak jeszcze go zabije.
-Dość.-powiedziałam wystraszona. Chłopak słysząc moje przerażenie w głosie, momentalnie przestał i odwrócił głowę w moją stronę i powoli wstał zbliżając się do mnie. Jak na zawołanie zaczęłam się oddalać, ale w mojej ucieczce przeszkodził mi mur za moimi plecami.
-Wszystko w porządku? Zrobił Ci coś? Jak się czujesz?- chłopak zaczął zasypywać mnie pytaniami.
-Wszystko dobrze, nic mi nie zrobił. Dziękuję.-powiedziałam dalej wystraszona.
-Ej nie bój się mnie. Jestem Niall.-mówiąc to chłopak ściągnął swoje okulary i kaptur.
-Kojarzę Cię. Ty jesteś ten Niall Horan z One Direction?-zapytałam.
-Tak. A ty fanka?
-Nie. Ale muszę przyznać, że piosenki, które puszczają w radiu waszego wykonania są fajne Jestem Viv.
-Dziękujemy. Znasz tego faceta?
-Nie, ale wie gdzie mieszkam i z tego co widzę to łatwo nie odpuści.-powiedziałam zmartwiona, bo zdałam sobie sprawę, że muszę przeprowadzić, a nie mam na to pieniędzy.
-Co sie stało?-zapytał mnie Niall.
-Nic, tylko zdałam sobie sprawę z tego, że muszę się przeprowadzić, a nie stać mnie na to.-powiedziałam, odgarniając włosy z czoła.
-Jeśli chcesz możesz przez jakiś czas zamieszkać u mnie, znaczy u nas, bo mieszkam z resztą zespołu.-zaproponował Niall.
-Nie, nie będę robiła kłopotu, dam sobie jakoś radę.
-To żaden kłopot. Mamy wolny pokój, który chcieliśmy wynająć, ale boimy się, że trafimy na nieodpowiednią osobę. Możemy nawet teraz jechać do Ciebie po twoje rzeczy i jeszcze dzisiaj się wprowadzisz. Proszę.-powiedział robiąc słodkie oczka.
-Niall, ale ja nie mam pieniędzy, żeby się dorzucać do rachunków, ja ju teraz zalegam z czynszem o 3 miesiące.-powiedziałam.
-Viv. Jesteśmy najsławniejszym boysbandem na świecie, myślisz, że nas nie stać  na przygarnięcie tak pięknej dziewczyny ja Ty pod nasz dach?-powiedział z szerokim uśmiechem. Boże jaki on ma piękny uśmiech!
-No dobrze.-zgodziłam się, nie będąc dalej przekonana do tego pomysłu.
Niall złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego czarnego Mercedesa. Podałam mu adres mojego mieszkania i już po 10 minutach byliśmy na miejscu.
Weszłam razem z Niallem na górę i już po chwili znaleźliśmy się w moich skromnych progach.
-Mieszkasz sama?-zapytał.
-Tak, moja mama nie żyję, a tata mieszka ze swoją nową żoną w Menchesterze, a ja się wyprowadziłam tutaj.-powiedziałam nie przerywając pakowania się.
Razem z Niallem stwierdziłam, że lepiej weźmiemy wszystkie moje rzeczy, bo wracać tu już nie mam zamiaru. Tylko był jeden problem, zanim się kompletnie wyprowadzę muszę zapłacić zaległy czynsz, a nie mam w kieszeni 900 funtów. Także chcąc nie chcąc Niall zapłacił go za mnie.
Zapakowaliśmy wszystkie pudła do auta i ruszyliśmy w stronę domu chłopaków.
-Gdzie twój tata pracuje?-zapytał mnie blondyn w czasie jazdy.
-Jest prawnikiem, najlepszym w mieście.-odpowiedziałam.
-I nie wspiera Cię finansowo?
-Nie. Chciałam sama sobie dać radę, stać się samodzielna i przestać być uzależniona od Katrin, jego nowej żony. Dlatego mnie nie wspiera.-opowiedziałam mu.
-Rozumiem. Jesteśmy na miejscu.-powiedział, dopinając pasy bezpieczeństwa.
Za chwilę znalazł się przy moich drzwiach i pomógł mi wysiąść.
Kiedy wysiadłam zobaczyłam oświetloną przez małe lampki ścieżkę prowadzącą do do wielkiego domu. 
-Wow.-tylko tyle udało mi się powiedzieć.
-Robi wrażenie, ale i tak chcemy go trochę powiększyć. Zamknij usta kochanie bo Ci mucha wleci.-powiedział blondas śmiejąc się ze mnie i zaczął wypakowywać moje rzeczy z auta. Stałam jeszcze chwile jak słup po czym podeszłam do chłopaka i pomogłam mu rozpakowywać moje rzeczy.
Wzięliśmy to co daliśmy radę i zaczęliśmy zmierzać w stronę drzwi. Kiedy Niall otwarł drzwi i weszliśmy do środka usłyszałam krzyki i przed moją twarzą przeleciał makaron?!
-Co Ty w zoo mieszkasz?-zapytałam, schylając się bo leciała następna porcja makaronu.
-Na to wygląda.-powiedział i momentalnie przy nim zjawił się chłopak o ciemnej karnacji i czarnych włosach postawionych jak na moje oko na żelu.
-Niall, ratuj mnie. Louis chcę wylać wodę na moje włosy, a układałem je półtorej godziny!-zaczął  krzyczeć i dopiero po chwili zauważył mnie.
-Witam śliczną panią. Jestem Zayn.-powiedział, przytulając się do mnie, kiedy się ode mnie odsuwał został przez kogoś oblany wodą i ja przy okazji też.
-Kurwa!-wydarł się Zayn.
-O mamy nową koleżankę. Jestem...-nie dałam mu dokończyć.
-Louis, wiem. Mam na imię Viv.-powiedziałam, wyciskając swoje włosy z wody.
-Fanka?-zapytał mnie Louis.
-Nie, ale Zayn się darł, że jakiś Louis chce go oblać wodą, a, że Ty przyleciałeś z butelką wody i oblałeś jego i przy okazji mnie, to wnioskuje, że Ty jesteś Louis.-powiedziałam.
-Mądra.-stwierdził Lou, kiwając głową.
Po chwili przyleciał jakiś inny koleś z wystraszoną miną i stwierdził, że Harry go goni z łyżką. Z nimi też dość szybko się zapoznałam. Po jakiejś chwili dopiero Harry zauważył moje rzeczy przy wejściu.
-A te kartony to po co?-zapytał.
-No Viv, przez jakiś czas z nami zamieszka.-powiedział uśmiechnięty Horan.
-Tylko do momentu aż nie znajdę mieszkania.-dodałam szybko.
-Fajna jesteś, lubię Cię, możesz z nami zamieszkać na stałe.-powiedział Louis.
-Nie stać mnie, żeby się dokładać do rachunków za taki wielki dom.-westchnęłam.
-Dziewczyno, siedzisz właśnie w jednym pokoju z 5 najprzystojniejszymi kolesiami we wszechświecie i oni Ci proponują, żeby z nimi zamieszkać a Ty się martwisz o kase?-zapytał Zayn.
-Viv, mamy na tyle pieniędzy, żebyś mogła tu zamieszkać, jest jeden pokój wolny więc możesz w nim zamieszkać. Rachunkami się  nie przejmuj, my ci proponujemy mieszkanie tutaj my płacimy.-stwierdził ochoczo Liam.
-No okeey...-powiedziałam.
-Właśnie Viv, trzeba iść po reszte Twoich rzeczy bo zostały w aucie.-powiedział Niall wstając i kierując się w stronę drzwi a za nim Louis z Harrym.
-A i jutro jedziemy po nowy telefon dla Ciebie, i odpowiadając na Twoje następne pytanie ja płacę.-powiedział Niall puszczając do mnie oczko.
-Spróbuj człowieku stać się samodzielny i tu nagle pojawia Ci się 5 chłopaków.-westchnęłam.


Szablon

Szablon pochodzi ze strony http://szablonowa-szafa.blogspot.com/

Prolog

Gdy ludzie na ulicy widzą dziewczynę w wieku 18 lat, myślą, że jej życie jest wspaniałe, że wiek 18 lat to najlepszy okres w życiu człowieka. Ma się grono przyjaciół, drugą połówkę i kochającą Cię rodzinę.
Jednak nie każdy w tym wieku ma takie życie. Dowodem na to jestem ja. Mam na imię Vivien, ale wolę kiedy się mówi do mnie Viv. Mam 18 lat, przyjaciół nie posiadam. Miałam kiedyś przyjaciół, ale to była przyjaźń w jedną stronę, oni potrzebowali pomocy, zawsze ją ode mnie dostawali, a kiedy ja potrzebowałam nie było nikogo. Miałam też co prawda najlepszą przyjaciółkę Clair i chłopaka Brandona, ale kiedy mnie nie było w mieście spędzili razem upojną noc. W dniu moich 17 urodzin, umarła moja matka. Pracowała w banku i kiedy właśnie kończyła pracę jakiś psychopata wpadł z bronią do banku i ją zastrzelił. Od tamtej pory nie ufam ludziom. Mój tata jest bardzo dobrym prawnikiem, więc pieniędzy nam nie brakuje. Wszystko było by dobrze gdyby nie Katrin. Druga żona mojego ojca. Istny potwór. Traktuje mnie jak służącą, a raczej traktowała. Miesiąc po moich 18 urodzinach, wyprowadziłam się z Menchesteru do Londynu. Mam małe mieszkanko, które  na moje potrzeby jest w sam raz, przyjaciół nie znalazłam, pracuję od 3 miesięcy w Starbucks'ie.
Całe moje życie zmieniło się o 180 stopni. 
Akurat zamykałam kawiarnie, była to godzina 21.30, spokojnym krokiem zmierzałam do domu, kiedy ktoś wciągnał mnie do ciemnej uliczki.
-Witaj kochanie. Dostałaś moje sms'y?-usłyszałam.