sobota, 14 grudnia 2013

Roz.6

 Dobiegłam do jakiegoś parku. Pokręciłam się trochę po nim i usiadłam na najbliższej ławce. Rozglądałam się wkoło, ale za chuja nie wiem gdzie jestem... Dodatkowo zaczęło się ściemniać, wyjęłam z kieszeni telefon i popatrzyłam na zegarek na nim, który wskazywał 21.59... Super, ściemnia się, zaraz będzie ciemno jak w dupie, zbliżają się godziny w  których lepiej samemu nie chodzić po Londynie... Zajebiście. Do chłopaków zadzwonić nie mogę, bo jakieś półtorej godziny temu od nich zwiałam i odrzucałam wszelkie połączenia od każdego. Dobra Viv, trzeba wziąć się w garść i chociaż spróbować wrócić do domu, bo nie mam zamiaru zostać tu na noc.
Ruszyłam wolnym krokiem drogą, która mniej więcej pamiętałam.
Idę już godzinę i dalej nie wiem gdzie jestem i mi się to nie za bardzo podoba... Popatrzyłam na tabliczkę, na której znajdowała się nazwa ulicy na której się znajduję. Yghhh! Tak jak myślałam nic mi to nie pomogło. Trzeba schować dumę do kieszeni i zadzwonić po któregoś z chłopaków bo nie dam sama rady.
Wyjmuję szybko telefon, który pokazuje 10% baterii, trzeba szybko wytłumaczyć im gdzie jestem. Wybrałam numer Zayna.
-Viv! Kobieto co się z Tobą dzieje?!-krzyknął mulat do słuchawki.
-Przepraszam później Wam to wytłumaczę, a teraz szybko bo mam mało baterii. Możesz Ty, albo któryś z Was po mnie przyjechać? Jestem na ulicy Wor...- i właśnie w tym momencie mój telefon stwierdził, że kończy swoją pracę i się wyłączył. Wkurzona stałam w tym samym miejscu co przedtem i patrzyłam na telefon. W tym momencie modliłam się, żeby Zayn i reszta wykminili gdzie się znajduję. Obok mnie znajdował się jakiś mur pod który podeszłam i usiadłam na ziemi opierając się o niego. Po chwili usłyszałam jakieś niezbyt ciekawe głosy. Szybko podniosłam się na nogi i szukałam jakiejś drogi, którą bym mogła zwiać, ale nigdzie takiej drogi nie było... Zza rogu wyszło 3 dresów, którzy byli zajęci rozmową, więc miałam nadzieję, że mnie nie zauważą. Jaka ja jestem naiwna. Jeden z nich mnie zauważył i kiwnął na mnie głową, reszta jego towarzystwa popatrzyła na mnie i na ich twarzach pojawił się szeroki uśmiech. Błagam niech chłopaki domyślą eis gdzie jestem i przyjadą tutaj jak najszybciej.
-O proszę kogo mu tu mamy? Czy taka śliczna dziewczyna jak Ty nie powinna siedzieć w domu? To jest bardzo niebezpieczne, żebyś sama tutaj tak stała.- powiedział jeden z nich podchodząc bliżej mnie, a za nim szła pozostała dwójka.
-Mój kolega ma rację. To bardzo niebezpieczne, jeszcze Ci się coś stanie.- powiedział drugi, głaszcząc mój policzek. Trzeci zaś podszedł bliżej i złapał mnie za pośladek. Chciałam im się wyrwać, ale mi nie pozwolili. Trzech silnych kolesi, na taką bezsilną dziewczynę jak ja... Zaczęłam płakać kiedy jeden z nich zaczął całować mnie po szyi. Prosiłam żeby przestali, ale oni się śmiali.
Bałam się, że to już koniec, kiedy nagle usłyszałam pisk opon i krzyk.
-Spierdalać od niej!- krzyknął Louis, a za nim z auta wyszła pozostała czwórka. Jeszcze nigdy się tak nie cieszyłam na kogoś widok. Moim dotychczasowym "towarzyszom" nie spodobało się towarzystwo chłopaków, więc ruszyli w ich stronę zostawiając mnie. Chłopak, który jako pierwszy do mnie podszedł rzucił się na Louisa, drugi na Zayna a trzeci na Liama, z kolei Harry i Niall do mnie podbiegli i pytali się czy wszystko dobrze. Kiedy odpowiedziałam na ich pytanie, Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu, a Harry pozbierał moje rzeczy, które mi wypadły kiedy próbowałam się bronić. Chwilę po nas do samochody weszli Louis, Liam i Zayn. Myślałam, że będą gorzej wyglądać, ale na całe szczęście każdy miał tylko podbite oko, a Louis rozciętą wargę.
-Wszystko dobrze? Nic Wam nie jest? Przepraszam Was...-schowałam twarz w dłoniach.
-Nie masz za co przepraszać. Wszystko jest dobrze, jak widzisz nic nam nie jest. To znaczy prawie.-powiedział Lou.
-Viv... Czemu uciekłaś?-zapytał się Liam.
-Sama nie wiem, po prostu nie chciałam, żebyście o tym wiedzieli.
-Vivi, jesteśmy przyjaciółmi. Możesz nam zaufać. Wiesz, że Cię nie zostawimy teraz. Pomożemy Ci z anoreksją.-przytulił mnie Lou.
-Dziękuję chłopaki. Jesteście wspaniali.-uśmiechnęłam się delikatnie.
-Zapomniałbym. Viv jutro jest gala Teen Choice Awards...-nie dałam dokończyć Harremu.
-Wiem, mam zamiar ją oglądnąć w telewizji.-powiedziałam.
-Musimy Ci trochę zepsuć plany, ponieważ jedziesz z nami na tą galę.-powiedział uśmiechnięty Loczek.
-Aaaaaaa!! Naprawdę??!!-krzyknęłam szczęśliwa.
-No i jeszcze idziesz jako moja osoba towarzysząca.-Loczek puścił mi oczko.
-Nie mam co ubrać!!! O której jest ta gala???-zapytałam podenerwowana.
-O 18.00-odpowiedział mi Liam.
-Louuuu, pojedziesz ze mną do sklepu jutro? Muszę kupić jakąś sukienkę.
-Okeeey...-odpowiedział mało zadowolony Lou, że to na niego wypadło.
-Zabiorę się z Wami bo ja też muszę kupić jakieś ubranie na jutro-powiedział Niall.
Następnego dnia ja, Lou i Niall zabraliśmy się do galerii.
-Viv!!!! Ja rozumiem, że jesteś dziewczyną i Tobie dłużej zajmuje kupno ubrania, ale no już łazimy po sklepach 2 godziny!!! Głodny jestem!-zaczął marudzić Niall.
-Dobra no dobra. Nie marudź tak. Ostatni sklep jeszcze, jak nic nie znajdę to poszukam w szafie jakiejś sukienki.
Po godzinie poszukiwań znalazłam w tym sklepie wspaniały zestaw. http://stylistki.pl/gala-teen-choice-awards-385607/http://stylistki.pl/gala-teen-choice-awards-385607/
Kiedy Lou i Niall mnie zobaczyli, dosłownie buzia im opadła.
-Wow... wyglądasz...-zaczął Lou.
-Cudnie.-dokończył Niall.
-No czyli biorę to i możemy iść już coś zjeść.
Weszłam z powrotem do przymierzalni. Przebrałam się w swoje ciuchy, i dałam sukienkę i resztę Niallowi, żeby potrzymał aż nie włożę butów. Kiedy z niej wyszłam nigdzie nie było blondaska. Przy przymierzalni stał tylko Louis.
-Gdzie jest Niall?-zapytałam.
-Przy kasie, płaci za twoje ubrania.-odpowiedział od niechcenia Lou.
-Co robi? Przecież kazałam mu je tylko potrzymać a nie a nie płacić.-mówiąc to wzięłam torebkę o pociągnęłam Louisa za sobą w stronę kasy przy której stał już Niall i płacił za moje zakupy.
-Proszę to twoje ubrania. Teraz możemy już iść do Nandos.-powiedział uśmiechnięty Niall.
-Najpierw Cię zatłukę.-powiedział patrząc na niego z przymrużonymi oczami.
-Za co?!-zapytał zdezorientowany głodomór.
-Czekaj, niech się zastanowię... Już wiem! Może dlatego, że ja Cie prosiłam tylko o to żebyś potrzymał mi te ubrania, a nie za nie płacił?!
-Wiem, ale no zanim ty byś się przebrała, zapłaciła to minęło by 20 minut.
-Te 20 minut i tak by Cię nie zbawiło...
-Dobra skończcie się kłócić, bo ja też głodny jestem po za tym zaraz zleci się tutaj tłum fanek.-wtrącił się do naszej konwersacji Louis.
-Okeey, tylko najpierw niech mi tez zdrajca powie ile mu kasy wiszę, za te ubrania.-popatrzyłam na Nialla.
-Potraktuj to jako prezent na święta.-uśmiechnął się Niall.
-Okey...
Poszliśmy do Nandos. Siedzieliśmy tam z 2 godziny dobrze się przy tym bawiąc. Kiedy wróciliśmy do domu była 13.00 Mieliśmy jeszcze 5 godzin do gali więc postanowiliśmy usiąść w salonie pooglądać telewizję.
-Co robicie w święta?-zapytał się nagle Liam.
-Ja jadę do Irlandii do dom.-powiedział Niall.
-Ja do domu.-powiedział Lou.
-My też do domu.-wtrącił Zayn z Harrym. Wszyscy skierowali swój wzrok na mnie, czekali aż ja coś powiem.
-No ja chyba zostanę tu jeśli wam to nie przeszkadza oczywiście?
-Nie jedziesz do domu? Do taty?-zapytał Zayn.
-Nie.
-Nie zostawimy cię samej na święta!-krzyknął Harry.
-Jeśli chcesz to możesz jechać ze mną do Bradford na święta.-zaproponował Zayn.
-Dziękuję Zayn to miłe, ale święta spędza się z rodziną, a ja nie chce się nigdzie wpraszać i robić dodatkowego problemu.
Nagle każdy z chłopaków zaczął proponować, że weźmie mnie ze sobą na święta, ale ja stałam dalej przy tym, że zostaje w domu i koniec. Po 3 godzinach dyskusji na temat moich świąt poszliśmy się przygotować na galę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz