Gdy ludzie na ulicy widzą dziewczynę w wieku 18 lat, myślą, że jej życie jest wspaniałe, że wiek 18 lat to najlepszy okres w życiu człowieka. Ma się grono przyjaciół, drugą połówkę i kochającą Cię rodzinę.
Jednak nie każdy w tym wieku ma takie życie. Dowodem na to jestem ja. Mam na imię Vivien, ale wolę kiedy się mówi do mnie Viv. Mam 18 lat, przyjaciół nie posiadam. Miałam kiedyś przyjaciół, ale to była przyjaźń w jedną stronę, oni potrzebowali pomocy, zawsze ją ode mnie dostawali, a kiedy ja potrzebowałam nie było nikogo. Miałam też co prawda najlepszą przyjaciółkę Clair i chłopaka Brandona, ale kiedy mnie nie było w mieście spędzili razem upojną noc. W dniu moich 17 urodzin, umarła moja matka. Pracowała w banku i kiedy właśnie kończyła pracę jakiś psychopata wpadł z bronią do banku i ją zastrzelił. Od tamtej pory nie ufam ludziom. Mój tata jest bardzo dobrym prawnikiem, więc pieniędzy nam nie brakuje. Wszystko było by dobrze gdyby nie Katrin. Druga żona mojego ojca. Istny potwór. Traktuje mnie jak służącą, a raczej traktowała. Miesiąc po moich 18 urodzinach, wyprowadziłam się z Menchesteru do Londynu. Mam małe mieszkanko, które na moje potrzeby jest w sam raz, przyjaciół nie znalazłam, pracuję od 3 miesięcy w Starbucks'ie.
Całe moje życie zmieniło się o 180 stopni.
Akurat zamykałam kawiarnie, była to godzina 21.30, spokojnym krokiem zmierzałam do domu, kiedy ktoś wciągnał mnie do ciemnej uliczki.
-Witaj kochanie. Dostałaś moje sms'y?-usłyszałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz